Nasze wycieczki

   Raj w Myślęcinku   

 Kolejną wycieczkę w cyklu „Bydgoszcz za zamkniętymi drzwiami” zorganizowaliśmy do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku w Myślęcinku. Była to prawdziwa wyprawa turystyczna wymagająca  pieszego hartu. I to przez prawie 5 godzin. Ale wszyscy uczestniczy wynieśli niezapomniane wrażenia.

 Najpierw  z niepokojem oczekiwaliśmy aury. Bo przecież prawie 40 stopniowe upały, jakie panowały dzień wcześniej, na rozległych przestrzeniach parkowych mogły  złamać każdego. Dzięki Bogu, w sobotę, jak ręką odjął, było już chłodniej. Ba, nawet popadał krótki deszcz a powietrze stało się czyste i orzeźwiające. 

 Zaraz też nadjechała z gwizdem Myślęcińska Kolejka Parkowa relikt  żegnanej ongiś z żalem  Bydgoskiej Kolei Powiatowej.  Kierownik pociągu  Leon Kaczmarek i maszynista Kazimierz Depka  zdradzili nam największe tajemnice parkowej ciuchci. Kolejka pierwszy raz ruszyła 28 kwietnia 1997 roku. Ale o  historię otarła się znacznie  wcześniej. Jeździ po szynach pamiętających 1888 rok, wagoniki pochodzą z 1929 roku, lokomotywka z 1at 1952-1954. Silnik diesla o mocy 40 KM wyprodukowany  w Zakładach Mechanicznych w Andrychowie i na IV biegu rozwija prędkość  17,3 km na godzinę. Cała parkowa trasa  kolejki od pierwszego przystanku za wiaduktem gdańskim do Zacisza ma długość około 4 kilometrów. Murowana frajda dla każdego.

    My jednak wysiadamy przy Ogrodzie Fauny Polskiej  czyli ogrodzie zoologicznym. Pod opiekuńczymi skrzydłami pani Magdaleny Węglarz  ruszamy na spotkanie ze zwierzętami. To nie było zwykłe oglądanie.  Dowiadywaliśmy się,  gdzie dziki mają szable, co robią wilczyce przygotowujące się do porodu potomstwa, dlaczego rysie stąpają cicho, prawie bezszelestnie, skąd się bierze pejoratywne określenie  charakteru od słowa wydra, kto jest największym leniem wśród zwierząt (o dziwo urodziwy łoś). Zobaczyliśmy czarne łabędzie z czerwonymi dziobami i wiele innych atrakcji. Byliśmy zauroczeni. Jedna z pań po wysłuchaniu opowieści o wielkim sępie płowym, powiedziała:  „Mimo wszystko, śliczny jesteś...”  A jeszcze dziś dudnią mi w uszach słowa  przewodnika Magdaleny Węglarz, która opowiadała o okrucieństwie ludzi porzucających zwierzęta w lesie. Także w ogrodzie zoologicznym.  Te akurat mają szczęście, bo znajdą opiekę, ale inne giną z głodu. 

  Stąd przemaszerowaliśmy wzdłuż  terenów, na których akurat odbywał się Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego do góry do Ośrodka Rekreacji Konnej, którego tradycje sięgają czasów pruskich. Tu Andrzej Kowalski dyrektor handlowy pokazywał skarby powozowni, m.in. luksusowe landa, fiakry, bryczki i inne. Opowiadał też o wyposażeniu konia wierzchowego. Być może niektórzy uczestnicy wycieczki pierwszy raz usłyszeli o szorach wielkopolskich. Zwracał uwagę na różnice między siodłami dla pań i panów, dowodził czemu kulbaki są bardziej bezpieczne. Nic więcej nie zdradzimy, bo to trzeba  zobaczyć i usłyszeć samemu. I tu wykrusza się nam wycieczka podopiecznych z Domu Dziecka w Trzemiętowie. Szkoda. Bo czeka nas jeszcze wiele atrakcji. 
 

Teraz zaglądamy do  stajni.  Tu akurat przepełnienie. Dostawiono nawet boksy dla koni zgłoszonych na   konkurs.  Czuć zapach siana, a wierne konie z cicha rżą.  Przewodnik jednak przypomina o czujności. Zaniepokojone konie potrafią potężnie uderzyć tylnymi kopytami... Można by jeszcze długo słuchać o koniach rozmaitej maści i wadze. Takie, np. perszerony  mają nawet 1,5 tony...  Idziemy do Hotelu-Pałacu, w którym odbywają sie  rozmaite uroczystości i wesela.  Trochę dalej, jakby w cieniu, jest  Karczma Kujawska. To typowy dworek kujawski  z szyldem „kumerówka” zapewne od nazwiska właściciela. Całe wnętrze jest ozdobione ręcznie, kujawskimi malowidłami. Kuszą też regionalne potrawy.  

Przed nami  Ogród Botaniczny typu siedliskowego bodaj największy w Polsce, liczący ponad 60 hektarów. Udostępniony  dla zwiedzających bezpłatnie. Jest tu jedyna w Polsce ścieżka dla niewidomych. Także 11 ułożonych kaskadowo stawów, przy różnicy poziomów rzędu 1.500 metrów. Można podziwiać wodospad w tzw. obiegu zamkniętym. Po kolei zwiedzamy kolekcje  sosen, buków, różaneczników, czy wreszcie tzw. Ogród Motyli,  które zlatują tu z całej okolicy, kuszone piękną barwą kwiatów.  Na końcu są sztuczne szlaki górskie.  Można nawet pomarzyć o lekkiej wspinaczce. Do czego zresztą zachęcała nas nasza przewodnik pani Iwona Bednarek.    To już  czwarta godzina spaceru. A przed nami jeszcze  półgodzinna wędrówka  w sąsiedztwie pól golfowych do Centrum Edukacji Ekologicznej. Z daleka czuć dym z ogniska, przy którym pieczą się kiełbaski ufundowane przez Leśny Park Kultury i Wypoczynku. 

    Tu króluje kierownik Olechna Wojtecka.  Od razu zaprasza na kawę, herbatę, napoje chłodzące i do sali projekcyjnej. Raj dla zmęczonych nóg. Oglądamy film o tajemnicach parku, studiujemy makietę  całego kompleksu, zaglądamy do pracowni. Przez Leśny Park Kultury i Wypoczynku przewija się rocznie 1.600 tys. osób. Potem pani Olechna prowadzi nad do obleganego dniem i nocą pomnika przyrody, położonego niespełna 150 metrów od Centrum Edukacji Ekologicznej, żródełka z krystalicznie czystą wodą. Niektórzy starsi bydgoszczanie przyjeżdżają tu codziennie i piją tylko tę wodę, bo jak twierdzą, ma ona walor zdrowotny. 

   Teraz czas na ognisko i pyszne, pieczone kiełbaski.  Wszystkim dopisywał wilczy apetyt. Zjadali nawet po kilka porcji. Stamtąd uczestnicy wrócili autokarem w okolice  wiaduktu przy ul. Gdańskiej.  Towarzystwo Miłosników Miasta Bydgoszczy serdecznie dziękuje  Leśnemu Parkowi Kultury i Wypoczynku w Myślęcinku za wspaniałą współorganizację wycieczki. Szczególnie panu prezesowi Józefowi Rogackiermu, dyrektorowi Andrzejowi Kowalskiemu, kierownikowi Ogrodu Botanicznego Karolowi  Dąbrowskiemu, kierowniczce Ogrodu Zoologicznego Tamarze Samsonowicz, kierowniczce Centrum Edukacji Ekologicznej Olechnie Wojteckiej, pani  Joannie Piaseckiej z działu marketingu i pozostałym osobom wymienionym w naszej relacji.

 

Powered by JS Network Solutions